logo dobra mama
Homeo nas O naso nas Prezentacje firm Promocje Targi Współpraca Reklama Partnerzy Kontakt
Konkurs Wesoła Minka

Zapisz się do newslettera

Znajdź w serwisie Rodzice na zakupach Konkursy Wydarzenia Dieta mamy Strefa taty Prawo W dobrej formie Poród Fundacje
korespondencje
Cud Blikości
Cud Bliskości

Cud bliskości: Renata Burda Ja rodziłam w Irlandii. Damianek od razu trafił na mój brzuch. Tak długo na to czekaliśmy. W końcu mogliśmy go przytulić i ucałować! Po chwili zabrali go na ważenie, mierzenie no i mój dzielny mąż przeciął pępowinę :) Po tym wszystkim znów mogłam go potrzymać. Przytulałam go przez kilka minut a kiedy zajmował się mną lekarz to Damianka trzymał mój mąż. Później było pierwsze karmienie no i poznawanie siebie nawzajem. Uważam, że kontakt skóra do skóry powinien być praktykowany w każdym szpitalu. Nie ma nic piękniejszego niż możliwość przytulenia swojego Skarba zaraz po wyjściu z brzucha! Ja nie umiałam przestać go całować. I to fantastyczne uczucie kiedy pierwszy raz popatrzył na mnie i przestał płakać jak go tuliłam! To naprawdę cudowne i za każdym razem kiedy o tym myślę to łzy ciekną mi po policzkach. Nawet teraz. czytaj więcej

Renata Burda

Cud bliskości: Marlena Zaraz po urodzeniu miałam maleństwo położone na brzuchu. Trwało to tylko chwilę, a może mnie się tylko wydawało, że to była chwila. Był to moment, którego nigdy nie zapomnę. Fantastyczne uczucie i niesamowity widok, zarówno dla mnie, jak i dla świeżo upieczonego taty, który był ze mną przez cały poród. Zaraz potem synek razem z tatą poszli na wszelkie badania i mierzenia. Cud bliskości: Marlena Cały czas ich widziałam, ponieważ odbywało się to w pokoju obok, przy otwartych drzwiach. Gdy tylko neonatolog skończył, ubrany dzidziuś wrócił do mnie, a położna pokazała mi, jak dostawić go do piersi. Tak leżeliśmy sobie w sali porodowej jeszcze dłuższy czas tylko we troje. Później przyszła położna i zapytała, czy chcę się już przebrać w czystą koszulę i jechać na salę. Następne trzy dni pobytu w szpitalu dzidziuś był cały czas ze mną w jednoosobowej sali. Czasem tylko położna lub pielęgniarka pytały, czy mają go wziąć, żebym odpoczęła. Nigdy jednak do niczego mnie nie zmuszały ani na nic nie nalegały. Wieczorami zapraszały do specjalnego pokoju na kąpiel (pokazywały nam, jak się to robi lub tylko nadzorowały kąpiel w wykonaniu taty). Nie rodziłam w państwowym szpitalu. Za komfort i poczucie bezpieczeństwa zapłaciłam 3000 zł, czego zupełnie nie żałuję. Nie ma nic piękniejszego niż możliwość przytulenia swojego Skarba zaraz po wyjściu z brzucha! Ja nie umiałam przestać go całować. I to fantastyczne uczucie kiedy pierwszy raz popatrzył na mnie i przestał płakać jak go tuliłam! To naprawdę cudowne i za każdym razem kiedy o tym myślę to łzy ciekną mi po policzkach. Nawet teraz. czytaj więcej

Marlena

Cud bliskości: mamuśka Beata i córuchna  Antonina Witam wszystkie obecne i przyszłe mamy . Moja Tosianka urodziła się w styczniu w Szpitalu „na Pomorzanach” w Szczecinie. Rodziłyśmy - Ja Ją a Ona się - naturalnie, rodzinnie i bez znieczulenia, przy asyście babci. Nie mogłam doczekać się Małej, mimo to nie ogarnęła mnie euforia, kiedy położna położyła mi Tosię na piersi. Miałam nawet wyrzuty sumienia z tego powodu, dziś uważam, że nie potrzebnie , wspomnienie tamtej chwili wydaje mi się dziś o wiele bardziej mistyczne niż wówczas, byłam po prostu nieziemsko zmęczona. Tosię zabrano mi tylko na chwilę nawet nie pamiętam po jakim czasie – babcia w każdym razie zdążyła zrobić zdjęcia, Tosia wczołgać się z brzucha na piersi i pounosić głowę, jednym słowem kolonizacja bakteriami mamy należała do udanych, po ok. 10 minutach rozłąki miałyśmy siebie już cały czas i tylko dla siebie . Nie musiałam prosić o to, by mi ją dano, czy żeby nie zabierano jej zbyt szybko , wszystko odbyło się płynnie i naturalnie, potrzebowałam tych 10 minut na oddech kiedy Tosia była badana . W szpitalu była cudowna położna a nawet dwie. Ona po prostu wiedziała kiedy, czego potrzebuje i ile czasu to powinno trwać. Kochane, róbcie i zgadzajcie się tylko na to, co wam odpowiada. Niektóre z was będą chciały mieć malca po porodzie jak najdłużej przy sobie i będzie to dla nich nieziemskie, euforyczne przeżycie, inne nie odczują niczego podobnego, będą chciały tylko odpocząć i to także jest w porządku. Nigdy nic na siłę. Trzymamy kciuki za wszystkie udane pierwsze kontakty. czytaj więcej

mamuśka Beata i córuchna Antonina

Cud bliskości: mama-ANNA i synek BARTOSZ LATOSIŃSCY Rodziłam w Szpitalu Św. Aleksandra w Kielcach! Szpital ten posiada certyfikaty: "RODZIĆ PO LUDZKU" I "SZPITAL PRZYJAZNY DZIECKU" i rzeczywiście w moim przypadku poród był bardzo łatwy i mało bolesny(a może to zasługa matki natury nie szpitala-tego nie wiem:))) Po porodzie od razu położono mi dzieciątko na piersiach (z inicjatywy personelu) i gdyby nie konieczność wykonania zabiegu (łożysko urodziło się niekompletne i poszarpane), to byłabym z dzieckiem cały czas!!! Ale w czasie zabiegu mąż był przy dziecku - podano mu maleństwo na ręce i mógł się cieszyć nowonarodzonym synkiem w sali obok, pomimo tego, że nie płaciliśmy do kasy szpitala za poród rodzinny!!! Sam personel w czasie porodu był bardzo miły i przyjazny! Położna zrobiła wszystko, abym bardzo nie cierpiała - była rewelacyjna, prawdziwa położna z powołaniem!!! Sam poród trwał 10 minut i będę go wspominać jako najcudowniejszą chwilę w życiu!!! Po przewiezieniu mnie i dzieciątka z porodówki na normalna salę, położna przystawiła mi dziecko do piersi i obserwowała jak sobie radzi ze ssaniem!!! W szpitalu tym jest całkowity zakaz karmienia dzieci butelką ze smoczkiem i podawania smoczka do ssania!!! Gdy kobieta nie ma pokarmu - dziecko karmione jest kieliszkiem. Nałożony jest ogromny nacisk na karmienie piersią, nawet mogę powiedzieć, że jest to wymuszane na kobiecie! I właśnie tu zaczyna się koszmar! O ile personel na porodówce spisał się na medal, o tyle personel już na zwykłej sali okazał się koszmarny! Ordynarne pielęgniarki, traktujące kobiety po porodzie jak zło konieczne!!! W niczym nie pomocne, widać, że praca je męczy i denerwuje! Pacjentki są traktowane z góry, a szczególnie te, które nie mają pokarmu i ich dzieci muszą być dokarmiane!!! Ale nie ma idealnych szpitali!!! Na szczęście w szpitalu spędziliśmy tylko 4 dni i mogliśmy się cieszyć sobą w domowym zaciszu!!! Mój synek właśnie 25.05 skończył 2 m-ce i rozwija się świetnie! Jest wesołym i ślicznym dzieckiem!!! czytaj więcej

mama-ANNA i synek BARTOSZ LATOSIŃSCY

Cud bliskości: Magda Jestem szczęśliwą mamą 6-cio miesięcznej Córeczki, Hani. Mimo, że minęło już pół roku, wspomnienia z porodu są nadal „świeże”. Pamiętam dokładnie ten moment, kiedy pierwszy raz zobaczyłam Hanusię. Odsłonięto mi koszulę i położono ją bezpośrednio na moim brzuchu. Cud bliskości: Magda Troszkę płakała, mrużyła oczka. Była piękna! Chwilę potem Mąż został poproszony o przecięcie pępowiny. Z dzieckiem przy sobie, urodziłam jeszcze łożysko i zabrano Maleństwo do badania, a mi w tym czasie zaczęto zakładać szwy (podczas porodu nacięto mi krocze). Po 40 minutach, przyszedł Mąż z naszą Córką na rękach. Wtedy przystawiono mi ją do piersi i przez godzinę jeszcze leżałyśmy tak razem. Po tym czasie przewieziono nas na oddział poporodowy. Tam Hanię umyto i przebrano i miałam ją już tylko dla siebie. Nie czułam zmęczenia, nie pamiętałam już tego bólu, jaki towarzyszył porodowi, ale czułam ogromne szczęście i radość, że jesteśmy już razem. czytaj więcej

Magda

Cud bliskości: Anna Poród miałam dość trudny i długi, bo ponad 20-godzinny z czego 5 godzin trwał w szpitalu. Moja córcia miała owiniętą pępowinę za ramię i niestety przy finale mąż już nie mógł być przy mnie. Jego nieobecność doskonale wynagrodziły mi położne obecne przy porodzie, przejęły nawet na siebie obowiązek trzymania mnie za rękę i głaskania po głowie, co w pierwszych chwilach było dla mnie wręcz zaskakujące. Cud bliskości: Anna Cud bliskości: Anna Zaraz po narodzinach położono mi córcie na brzuchu i było to najwspanialsze uczucie w moim życiu, wcale nie przereklamowane. Byłam razem z nią i podczas przecinania pępowiny i podczas rodzenia łożyska. Nela podjęła nawet wtedy pierwsze nieudolne próby possania piersi. Później mąż z położną zabrali córcię na standardowe badania i zaraz wróciła do mnie. Była ze mną aż do czasu przewiezienia mnie na salę. Wtedy już się rozstałyśmy, położne oczywiście pytały czy mają zabrać dziecko na noc, aż do momentu gdy będę miała siły się nią sama zająć, zdecydowałam że tak. Rano była znów ze mną, niestety dostała silnej żółtaczki i lekarz zdecydował że trzeba ją naświetlać. Poczułam wówczas tak naprawdę jaka to silna więź. Nie wiem czy przez baby blues czy przez fakt że nie mogłam jej przytulić, stałam nad lampami i płakałam. Położne pocieszały że to minie i że to przez hormony i były wtedy naprawdę wielkim wsparciem. Myślałam przed porodem, że to nie ma zbyt wielkiego znaczenia, ale jednak fachowa opieka personelu szpitalnego jest niezmiernie ważna w takiej chwili. czytaj więcej

Anna

Cud bliskości: Ania Gałdwyn Urodziłam Ewcię w Szpitalu Ginekologiczno-Położniczym im Św. Rodziny w Warszawie. Po porodzie (u mnie było to cesarskie cięcie) na sali operacyjnej położono mi na chwilę dziecko zaraz po wyjęciu z brzucha. Następnie już na sali pooperacyjnej od razu (a było to gdzieś 30-50 minut od urodzenia) dziecko położono mi na ciele, od razu również uzyskałam pomoc w przyłożeniu dziecka do piersi. O nic nie prosiłam, nie miałam własnej położnej, personel szpitala, a dokładnie położne z sali pooperacyjnej w taki sam sposób potraktowały wszystkie kobiety leżące na mojej sali. Dziecko jest na początku przystawiane do piersi, a następnie leży tak długo jak mamie to odpowiada. W moim przypadku miałam Ewę chyba z 3 godziny, leżała sobie grzecznie na mnie, a ja ją głaskałam i wpatrywałam się w jej duże czarne oczy. Dziecko nie jest nigdzie zabierane tylko odkładane do wózeczka na kółkach, który zawsze stoi obok łóżka mamy. Jak stęskniłam się za dotykiem mojego skarbka siostra zawsze podawała mi Ewę. Jest to moje pierwsze dziecko i pierwszy poród, dlatego wydaje mi się, ze tak powinien wyglądać kontakt matki z dzieckiem zaraz po porodzie. czytaj więcej

Ania Gałdwyn

Cud bliskości: Kasia Rodziłam w Norwegii. Tutaj nikt nie poddaje w wątpliwość znaczenia pierwszego kontaktu matki i dziecka tuż po porodzie, nikogo nie trzeba o to prosić. Jak tylko Damianek się urodził położne od razu położyły mi go na brzuszku i przykryły ciepłymi ręcznikami, nigdy nie zapomnę tej chwili, marzyłam o tym przez całą ciążę Leżał u mnie przez cały czas, tzn. kiedy mąż przecinał pępowinę, kiedy rodziło się łożysko i kiedy mnie szyli (mimo tego, że ciągle byłam podłączona do kroplówek). Zabrali go dopiero po pierwszym karmieniu do zważenia i zmierzenia, ale to była tylko chwilka, w dodatku położna sama zaproponowała mojemu mężowi żeby poszedł z nią, tak że nasz synek ani przez chwilę nie był sam; później byliśmy już cały czas w trójkę, najpierw na porodówce a potem przenieśliśmy się do pokoju rodzinnego. Dodam jeszcze tylko, że to głównie dzięki temu poród wspominam dobrze (choć nie było lekko) i byłam tak szczęśliwa, że właściwie jeszcze zanim opuściłam porodówkę zdążyłam zapomnieć o całym bólu no i to właśnie wtedy zakochaliśmy się w naszym synku do szaleństwa . czytaj więcej

Kasia

Cud bliskości: Sylwia, mama Oliwii i Mai Jestem mamą dwóch 8-miesięcznych bliźniaczek. Jak większość ciąż bliźniaczych tak i moja zakończyła się cesarskim cięciem. Od początku chciałam i rodziłam w szpitalu Św. Zofii w Warszawie, na Żelaznej, tam też prowadziłam całą ciążę. Dzieci urodziły się terminowo - jak na bliźniaki, a poród przebiegł bez żadnych komplikacji. Tuż po cięciu dano mi każde z dzieci na chwilkę, na „całuska”. Cud bliskości: Sylwia, mama Oliwii i Mai O przytulaniu nie było mowy, zresztą i tak nie miałam czucia poza rękoma. Potem zabrano dziewczynki do szczegółowych badań. Po przewiezieniu na salę, jak już puszczało mnie trochę znieczulenie przywieźli mi dziewczynki, wcześniej pytając czy chce, na przytulenie „skora do skóry” i pierwszą próbę przystawienia do piersi. Jeszcze wtedy nie wróciło mi całkiem czucie, leżałam, więc się nie udało ale było wzruszająco a zarazem nerwowo – nie bardzo wiedziałam jak ogarnąć te dwie kruszynki na moich piersiach. Po paru minutach zabrano dzieci, oczywiście nie było żadnego karmienia, dziewczynki nie były zainteresowane a u mnie i tak nie było pokarmu. Bardzo miło wspominam ten pierwszy kontakt. Przy porodzie towarzyszył nam tatuś, była miła i przyjazna atmosfera, lekarze żartowali i wzbudzali u mnie zaufanie co poprawiało mój stan psychiczny. Personel poinformował męża przed cięciem, że może wziąć aparat a tuż po przyjściu dziewczynki na świat dopuścili go do kliknięcia kilku pierwszych ujęć. czytaj więcej

Sylwia, mama Oliwii i Mai

Patronat Dobrej MAMY
Oblicz termin porodu
-przydatny kalkulator
Szkoły rodzenia
-spis szkół z całego kraju
Kalendarium ciążowe
-ciąża tydzień po tygodniu
Oblicz dni płodne
-jak ustalić ten dzień
Nasi eksperci
 
Baza imion
-wybierz imię z naszej bazy

Fotografia Ciążowa

Fotografia Dziecięca