Dziewczyny, kobiety, mamy! Dzisiejszy artykuł poświęcony jest kobietom, które walczą z problemem wystającego brzucha po ciąży. Dlaczego chcę podzielić się z Wami moją historią, dla mnie bardzo osobistą? Chciałabym  pomóc tym, którzy mają podobny problem – kiedyś sama potrzebowałam pomocy i ją otrzymałam, a że wyznaję zasadę: „dobro zawsze wraca” to proszę  – dzielę się historią i wiedzą.

W oczekiwaniu na drugą córeczkę

Sukienki dla mam
Sukienka z kolekcji Lovemade

Po pierwszej ciąży, która zakończyła się CC wróciłam do formy po 3 miesiącach. Pisząc „forma” mam na myśli tylko i wyłącznie figurę. Po 3 miesiącach miałam płaski brzuch, może ciut wcześniej. Po 4 tygodniach byłam w stanie go zupełnie zamaskować poprzez odpowiednie ubranie. Co lepsze, wróciłam do przedciążowej figury nie robiąc nic w tym kierunku. No dobrze, karmiłam naturalnie, a po każdym karmieniu robiłam napad na lodówkę i uwierzcie – nie miała znaczenia dla mnie pora dnia, czy nocy. Ale fajnie było wrócić do pracy, wbić się w sukienki jeszcze kupione za tzw. „panny” i słyszeć komplementy, że nie do uwierzenia, że rodziłam….

To prahistoria….

Drugi poród dał mi pstryczek w nos i powiedział:” Hola! Hola! Koleżanko! Nie ma nic za darmo.” Druga ciąża też zakończyła się CC. Mijały dni, tygodnie, o zgrozo (!) zaczęły mijać miesiące, a ja sobie dalej „elegancko” chodziłam w ciąży. Tak naprawdę w trzecim miesiącu po porodzie zaczęłam myśleć: „coś jest nie tak”. Miałam świadomość, że to już druga ciąża, że jednak drugi zabieg, że brzuch miałam ogromny jak na moje gabaryty, że…. Usprawiedliwień było dużo. Najbliżsi nie byli okrutni, więc też nie byli szczerzy, ale otoczenie już nie trzymało mnie pod kloszem.

Wygląd ciała w ciąży
Brzuszki są piękne, ale tylko te ciążowe

Moje pierwsze wyjście z domu… Każda z Was na pewno przeżyła coś podobnego…. Siedzisz w domu z dzieckiem, maluch cały czas na piersi (no przepraszam, tylko jakieś 18 godzin), drugie dziecię u nóg żebrze o czas i uwagę. Dobrze jest jak zdążysz porzucić piżamę, ugotować obiad, czasem nawet można się wykąpać, przy odrobinie szczęścia przespać z godzinę… I BUM.. jest ten wielki dzień! Niezawodna rodzina organizuje się i „wypuszcza” Cię z domu!!! Nie żeby tam jakieś wielkie wyjście do SPA, ale idziesz do sklepu (od czegoś trzeba zacząć)! Sama!!!! Boże, masz godzinę, może dwie, do telefonu męża, który ma Cię zawezwać na kolejne karmienie. Człowiek głupieje. Nie wiadomo co ze sobą zrobić, gdzie pójść. Ja takie wyjście zaliczyłam po 3 miesiącach od porodu. Gdzie? Do centrum handlowego, ale najważniejsze było to, że sama!!! Bez wózka, torby, przewijaka, nie objuczona jak wielbłąd – zupełnie sama – ja i moja torebka i  – rzecz jasna ten telefon, który ma uciąć sielankę i kazać wrócić do domu.

I co się dzieje? Pierwsze kroki kieruję do sklepu z biustonoszami, bo najpierw trzeba załatwić to co najważniejsze i najpilniejsze. Wchodzę sobie do takiego sklepu…podchodzę do ekspedientki i mówię: „Chcę kupić fajny stanik do karmienia”.  Pada pytanie: „A który to miesiąc” – „Trzeci” odpowiadam ze spokojem. „A czy to nie za wcześnie? Piersi jeszcze urosną…” Zaczynam kombinować w głowie: „Czy ona myśli, że jestem w ciąży i że kupuję stanik do karmienia z wyprzedzeniem?”. A ja myślałam, że pyta który miesiąc od porodu. Widzę, że pani ekspedientka już domyśla się, że nie jestem w ciąży, że palnęła gafę. I co się dzieje…Ona zmieszana odwraca się, a ja cichaczem wymykam ze sklepu.

Kolejna sytuacja. Pięć miesięcy po porodzie. Tuż przed świętami. Jestem na zakupach z Gabi – starszą córką. Kolejka dłuuuga. Ludzie zniecierpliwieni. Wychyla się ekspedientka – patrzy i woła – „Pani z brzuszkiem proszę do kasy”. Już wiem, że istnieje duże prawdopodobieństwo, że to o mnie chodzi. „Co robić???” Chłodna kalkulacja: zacznę się tłumaczyć, że nie jestem w ciąży, to w sumie będzie dla mnie bardziej krepujące. Skorzystam z zaproszenia – nic się nie stanie – w sumie nawet zaoszczędzę mnóstwo czasu. No więc uśmiecham się życzliwie, gładzę po brzuszku i ciągnę Gabi za sobą do lady. I co słyszę? Moja Gabi tłumaczy temu tłumowi, że jej mama nie jest już w ciąży, że ma już małą siostrzyczkę. Horror. Kiwam z politowaniem głową: wiadomo, dziecko, coś tam bredzi…..Czuję jak moje policzki płoną. Nie dość, że z brzuchem to jeszcze oszustka.

Nie będę tutaj opisywać wszystkich sytuacjach, które mnie spotkały, bo nie to jest moim celem, ale chcę pokazać skalę problemu. Teraz kiedy to piszę  to uśmiecham się pod nosem, ale uwierzcie, że dla kobiety jest to straszna trauma. Mój problem był o tyle większy, że jestem niska, drobnej budowy i raczej szczupła – tym bardziej wystający brzuch był widoczny i robił wrażenie 5-6 miesięcznej ciąży. Oczywiście tłumaczyłam sobie, że najważniejsze,  że dziecko zdrowe, że je mam, ale nie zmienia to faktu, że zaczęłam się okropnie źle czuć we własnym ciele.

Podjęłam działanie

Będę ćwiczyć, sama w domu. Ponieważ jednak miałam CC przed pierwszymi „brzuszkami” coś mnie natchnęło – „sprawdzę czy mogę je w ogóle robić”. Oczywiście zapytałam doktora Google. Bez rejestracji, bez kolejek…. Wchodzę! Miałam dużo szczęścia, że po wpisaniu „brzuszki po CC” natchnęłam się na jakiś filmik, gdzie kobieta tłumaczyła, że niekoniecznie wszystkie ćwiczenia są wskazane, że jest coś takiego jak rozstęp mięśnia prostego brzucha.

Co takiego? Pierwsze słyszę. Wow! Nawet pokazała jak to zbadać. Nie będę opisywać szczegółowo tej metody badania, bo dziś z perspektywy czasu wiem, że to badanie pozostawia wiele do życzenia. W skrócie: robisz brzuszki i palcami uciskasz brzuch wzdłuż linii pionowej, przez środek. Co się dzieje? Palce nie napotykają na żaden opór, a po prostu wchodzą w czeluść brzucha. Ja pamiętam, że mogłam sobie jakieś 2 cm nad pępkiem włożyć całą piąstkę. Byłam przerażona. Zadzwoniłam po siostrę i mówię jej, żeby się też położyła i sprawdziła jak to u niej wygląda.  Ona nie jest w stanie paznokcia wcisnąć, brzuch napięty, mięśnie twarde.

Czytam całą noc. Oczywiście na pierwszy ogień idzie dr Google. Wtedy – to był 2015 rok – naprawdę nie było wiele informacji na ten temat, więcej na anglojęzycznych stronach. Co się okazuje? W Polsce wiedza na temat tej „przypadłości” jest bardzo mała. Niestety, potwierdzam to na wizytach u lekarzy. Zdziwienie, że w ogóle to jest dla mnie problem, spotkałam się nawet z opinią: „a czego Pani oczkuje po urodzeniu dwójki dzieci?”. Po wielu staraniach znajduję lekarza, który umie zrobić USG powłok brzusznych i zbadać rozejście (uwaga, nie jest to normą). Diagnoza: „maksymalne rozejście na 4 cm, na granicy przepukliny, jak najszybciej operować”. Załamka, łzy, rozpacz. Pomijając estetykę dochodzą jeszcze poważne problemy zdrowotne. A że mam taką naturę, wracam do domu i pogrążam się w czarnych scenariuszach. Dodatkowo Dr Google jest bezlitosny, asystentka Google – Grafika – okrutna. Obrazy straszne. Beczę. Znajduję profesora, który operuje takie przypadki, więc dzwonię. Opowiadam, przedstawiam wyniki badania USG i słyszę, że skoro CC to muszę mieć rok przerwy od zabiegu, że być może przepuklina do tego czasu się nie zrobi – być może…. Fizjoterapeuci, ćwiczenia, nic nie przynosi efektu.

Brzuch po ciąży
Mój brzuch przed i po terapii w odstępie około 3 miesięcy

Początek roku – właśnie na grupie „Rozejście/rozstęp mięśni prostych brzucha” trafiam na komentarz o Agnieszce Chmielnickiej. Dzwonię. Słyszę pogodny głos: „Pomogę Ci”. Taaaa… myślę sobie. Optymistka. Tłumaczę jej, że to – jak ujął lekarz – „maksymalne rozejście, na granicy przepukliny”, a ona na to: „Przyjdź i zbadam Cię, myślę, że da się naprawić Twój brzuch”. Poszłam bez przekonania, bez nadziei, bo już tyle speców mi „pomogło”. Agnieszka na pierwszej wizycie, dzięki manualnej terapii, zamyka mi rozejście na jakieś 2 cm. Oczywiście nie jest tak, że wracam z płaskim brzuchem. Ale, wracam z nadzieją. Agnieszka tłumaczy mi, co mam robić, jaką postawę ciała przybrać, uświadamia, że jest to problem do naprawienia – co najważniejsze – do naprawienia bez skalpela. Jak się okazało ciężka praca, pot, ból i łzy, ale po chyba 3 miesiącach robię sobie zdjęcie w tym samym miejscu, w tych samych ubraniach, ale z innym brzuchem.

Dlaczego postanowiłam podzielić się z Wami tą osobistą historią i tymi bardzo osobistymi zdjęciami? Bo, gdy opublikowałam te zdjęcia na grupę w 2016 roku napisało do mnie dziesiątki kobiet. Kobiet, którym w jakiś sposób pomogłam, nakierowałam je. Ponieważ duża część znajomych wiedziała o moim problemie – no cóż tak mam: „co na duszy to na języku” – dziewczyny odsyłały do mnie kolejne kobiety z tym problemem. Nie jako eksperta, ale do kobiety, mamy, która doświadczyła tego samego i chętna jest podzielić się swoimi doświadczeniami.

Ubrania dla mam i córek
Sukienki z kolekcji Ladies in dresses

Teraz, kiedy rozwijam swoją markę odzieżową – stylizacje dla małych dam i ich mam, mam mnóstwo klientek, w 99% zresztą mam, i często spotykam się z tym zdaniem: „Pani Magdo, ale ja mam taki brzuch, tak mi zostało”. Od razu zapala się czerwona lampka i mówię: „A słyszała Pani o…”

Oczywiście projektując, dobierając materiały do moich kolekcji, mam na uwadze mankamenty, które nam często zostają po ciążach i tak staram się to sprytnie wymyślić, by jak najwięcej zatuszować – krojem i tkaniną. Ale chodzi przede wszystkim o to, byśmy dobrze czuły się w naszych ciałach, nie tylko sukienkach.

Tego właśnie Wam kochane kobietki życzę!

 

Tekst: Magdalena Kędzior, mama Gabrysi i Zuzi oraz właścicielka marki Lovemade

Źródło zdjęć: Magdalena Kędzior

Share Button
Rozstęp mięśni prostych – problem wystającego brzucha po ciąży
4.7 (93.33%) 33 votes