Witam. Moja historia jest długa, ale pokazuje, że nie ma sytuacji beznadziejnych. Jako młoda bardzo dziewczyna dowiedziałam się, że jestem bardzo chora, walczyłam z chorobą, przeszłam kilka operacji, tym czasem wyszłam za mąż, aż w końcu nadszedł szczęśliwy dzień, doczekałam się przeszczepu narządu, na który bardzo czekałam wraz z mężem. Po moim powrocie ze szpitala i powrocie do zdrowia zaczęliśmy poważnie myśleć aby zostać rodzicami. Niestety po ok. dwóch latach starań nic z tego nie wychodziło, postanowiliśmy udać się do lekarza. Po wykonaniu wielu potrzebnych badań, mnie, jak i mojego męża diagnoza była okrutna – nigdy pani w ciąże nie zajdzie. Stwierdzono że mam niedrożność jajowodów i że nic w moim przypadku zrobić się nie da. Szok i niedowierzanie, rozpadło się moje małżeństwo, posypało się zdrowie… Mijały kolejne lata, poznałam cudownego mężczyznę, poukładałam swoje życie na nowo. Przez kilka lat jeszcze łudziłam się, że zostanę mamą, gdzieś na dnie mojego serduszka tliła się iskierka nadziei. W końcu z biegiem mijających lat przestałam się łudzić, przestałam o tym marzyć, przestałam płakać na myśl o macierzyństwie, aż w wieku prawie 40 lat zaczęłam czuć się ,,dziwnie”. Moja mama stwierdziła, że przekwitam, bo ona w tym właśnie wieku zaczęła przekwitać. Pomyślałam sobie “no pewnie ma rację”, i przestałam o tym myśleć. Mijają tygodnie, miesiączki nie mam, burczy mi bez przerwy w brzuchu, nagłe ataki płaczu, złości, nieprzespane noce. Postanowiłam pójść do lekarza. Diagnoza była jednoznaczna – jest pani 7 tygodni w ciąży. Szczęście nie do opisania. Łzy i znów płacz, jednak tym razem ze szczęścia, kiedy usłyszałam pierwszy raz bicie maleńkiego serduszka we mnie, myślałam, że oszaleje z radości i wzruszenia.W tej chwili szykuję się do porodu, ciąża przebiega bez powikłań, wszystko jest wręcz idealnie, czekamy już tylko na nasze tak długo oczekiwane maleństwo… Piszę ten list, aby podzielić się moją radością i aby pokazać tym, którzy się starają, że nie ma sytuacji beznadziejnych.

Mama Anita

Share Button