O mojej pierwszej ciąży dowiedziałam się dokładnie dzień przed swoimi osiemnastymi urodzinami. Dla rodziny byłam przede wszystkim uczennicą liceum z maturą w najbliższej perspektywie. Ja jednak żyłam miłością, która już niedługo miała zaowocować. Rodzice rozpaczali, gdy dowiedzieli się o dziecku. Bali się, że nie skończę szkoły. Uważali, że mój związek już niedługo się rozpadnie, a ja zostanę z dzieciakiem na ich utrzymaniu. Ja sama na przekór całej rodzinie i otoczeniu bardzo cieszyłam się z tego, że pod moim sercem dojrzewa malutka istotka. Partner był dla mnie olbrzymim wsparciem, zaczął brać nadgodziny w pracy i wkrótce rozpoczęliśmy wicie wspólnego gniazdka w jego domu i kompletować wyprawki. By dowieść rodzicom, że nie chcę ich zawieść, w szkole starałam się za dwóch. Choć pod koniec roku szkolnego musiałam przejść na nauczanie domowe, to liceum skończyłam z bardzo dobrymi stopniami. Maturę zdawałam już po porodzie mimo zmęczenia połogiem i karmieniem piersią synka na żądanie. Wszystkie przedmioty, łącznie z rozszerzoną geografią, zdałam z doskonałym wynikiem. Tuż po wakacjach rozpoczęłam naukę w zaocznym technikum, a w „międzyczasie” dorywczo pracowałam w domu. Poród nie należał do błahostek, a jednak dzięki mojemu wspaniałemu partnerowi nie był dla mnie traumą, a zmienił się w przepiękne wspomnienie. Przeżyliśmy go razem, a ja nigdy nie zapomnę łez wzruszenia mojego mężczyzny na widok naszego ślicznego synka… Czy piszę to wszystko, by się pochwalić? Nie. Piszę, by udowodnić, że ciążą w młodym wieku nie musi być tragedią. Przy odrobinie dobrej woli i szczęścia wszystko da się pogodzić, a macierzyństwo na każdym etapie życia kobiety może stać się piękną przygodą. Dowodem na to niech będzie mój ukochany dwuletni syn, który dziś z wielką radością oczekuje przyjścia na świat swojej siostrzyczki.

Daria

Share Button
Uparcie do przodu
Oceń artykuł