Karmienie piersią jest jedynym naturalnym sposobem podawania dziecku pożywienia, w jaki wyposażyła nas natura. To sposób doskonały pod każdym względem.

Karmiąc piersią, nigdy nie oparzymy naszego dziecka. Nie podamy też mu za zimnego pokarmu. Dlaczego? Bo przechowywany jest w warunkach idealnych. Ma temperaturę ciała ukochanej osoby, do której dziecko bardzo zdążyło się przywiązać w czasie ciąży. Karmiąc dziecko w każdy inny sposób, musimy się przygotować na każdorazowe sprawdzanie temperatury pokarmu i nigdy nie będziemy absolutnie pewni, że jest właściwa. Cudowny „pojemnik” nikogo na świecie nie pozostawia obojętnym. Jest ciepły, mięciutki i bardzo przyjemny w dotyku. Jest tak skonstruowany, że idealnie pasuje do dziecięcej buzi. Nie ma szorstkich, twardych krawędzi, nie trzeba go wyparzać, nie zużywa się. Czy trzeba więcej? Zapytajcie tatusiów, co o nim myślą. Jako jedyny pokarm na świecie mleko zmienia się w zależności od zapotrzebowania małego konsumenta. Jego skład jest dostosowany indywidualnie do każdego dziecka, zależny od ilości posiłków, wieku, pory dnia i nocy. Dlatego nie ma sensu porównywać pokarmu od kilku matek. Inna będzie barwa, gęstość, a także zawartość poszczególnych składników. Karmiąc piersią, pozwalamy dziecku na to, żeby samo decydowało, jaka ilość pokarmu jest mu potrzebna. Nie ma możliwości, żeby dziecko „przekarmić”, gdyż skład pokarmu dopasuje się do potrzebnej ilości mleka. Nie ma ryzyka, że dziecko zje za dużo. Nawet jeśli zrobi zapasy kalorii, to tylko po to, żeby je spalić, kiedy zacznie się sporo ruszać.

Odporność na całe życie
Wraz z pokarmem mama przekazuje swojemu dziecku ciała odpornościowe. To naturalna i najłatwiej przyswajalna szczepionka dla małego człowieka. Pokarm jest zawsze jałowy. To znaczy, że pozbawiony bakterii. Nie ma możliwości, że w piersiach mleko się „zepsuje” jak np. gotowa mieszanka w temperaturze pokojowej. Pokarm kobiecy produkuje się na bieżąco, a to znaczy, że nie jest przygotowany godzinę czy dwie przed jedzeniem, ale na świeżo, jak tylko dziecko zacznie ssać. Nie ma możliwości, że niemowlę się zatruje mlekiem swojej mamy. Pokarm jest błyskawicznie gotowy do użycia. Mleko gotowe jest od pierwszych sekund, kiedy matka usłyszy płacz swojego dziecka. Żaden inny pokarm tak szybko nie zostanie przygotowany. Nigdy się nie kończy. Udane karmienie dziecka gwarantuje, że o zakończeniu karmienia decyduje matka. Znaczy to dokładnie tyle, że mama ma wpływ na to, kiedy dziecko przestanie ssać pierś, a nie np. fakt, że mleko się skończyło. Nie ma możliwości, że dziecko wyssie wszystko z piersi. Nie ryzykujemy, że nagle puszka z proszkiem się skończy, a sklep otworzą jutro. W piersiach mleko jest zawsze, bez względu na weekendy, święta czy urlopy. Jeśli mama jest blisko – jest pokarm. Mama jest niezastąpiona. Wiele młodych mam na początku karmienia ten argument uznaje za wadę. Na szczęście to szybko się zmienia, jak tylko karmienie się ustabilizuje, a mama przekona się, że jest w stanie wyżywić swoje maleństwo. Wtedy ta „wada” staje się najważniejszą zaletą.

Dziecko karmi się bliskością
Pamiętajmy, że dziecko karmione piersią nie tylko pobiera pokarm. Zyskuje ono znacznie więcej – poczucie bezpieczeństwa, miłość, czułość, naukę. Mama zaś zyskuje relaks, jakiego nic na świecie jej nie da – widok szczęśliwego dziecka zasypiającego w jej ramionach. To chwile, które matka zapamiętuje na resztę życia, a dziecko przez całe życie z nich czerpie. Nie trzeba sprzątać po jedzeniu. Po takim karmieniu dziecka nie mamy brudnych naczyń, pojemników, butelek. Nie musimy wyparzać sprzętów ani martwić się, że się zniszczyły. Po zakończeniu jedzenia wycieramy dziecku buźkę, chowamy pierś i cieszymy się tą chwilą, bo już nigdy później przygotowanie jedzenia i posprzątanie po nim nie będzie takie proste.

Sposób na sukces
Początki bywają jednak trudne – jak zwykle, kiedy coś zaczynamy po raz pierwszy. Jest kilka sposobów, żeby oswoić ten temat:
Po pierwsze: pozytywnie się nastaw psychicznie. Karmienie piersią rozpoczyna się w mózgu kobiety. Jeśli młoda mama uwierzy, że może karmić i że będzie karmić swoje dziecko piersią, to jest prawie niemożliwe, żeby jej się to nie udało.
Po drugie: słuchaj rad tylko od kobiet, które miały udane karmienie. To proste – nie nauczy nas jeździć na nartach ten, kto sam jeździć nie potrafi. To samo dotyczy karmienia – jeśli kobieta sama nie karmiła, jak może dawać innej porady?
Po trzecie: słuchaj swojego instynktu. To on odpowiada za przetrwanie gatunku. Nie pozwoli na to, by dziecku coś niedobrego się stało. Na pewno masz go w sobie. Cywilizacja mocno go zagłusza, ale nie daj się jej.
Po czwarte: jak najszybciej po porodzie przystaw dziecko do piersi. Pomoże ci w tym położna. Masz dwie godziny na kontakt „skóra do skóry”, wykorzystaj go w pełni.Wczesne przystawienie dziecka do piersi w zasadzie gwarantuje udane karmienie piersią.
Po piąte: nie musisz katować się dietą. Żaden ssak w przyrodzie nie stosuje diety laktacyjnej. Oczywiście, nie trzeba też jeść wszystkiego. Zacznij od diety lekkiej, a kiedy twoje dziecko będzie dobrze wszystko tolerować, stopniowo rozszerzaj swoją dietę.
Po szóste: karm swoje dziecko często. Przynajmniej co 2 godziny w dzień i co 3 godziny w nocy. Możesz częściej, ale nie rzadziej.
Po siódme: każda pozycja, w której tobie jest wygodnie, nadaje się do karmienia. Ty decydujesz, czy chcesz siedzieć, czy leżeć. Dziecku i tak będzie wspaniale – ty musisz zadbać o swoją wygodę.
Po ósme: przygotuj się, że pierwszy miesiąc życia dziecka jest jakby kolejnym miesiącem ciąży. Dziecko nadal jest cały czas z tobą. Nie oczekuj, że ktoś inny zajmie się dzieckiem. To ty jesteś dla niego całym światem. Daj mu miesiąc, by przywykło do nowej sytuacji i innych osób.
Po dziewiąte: tul dziecko, ile się da! Już nigdy potem nie będzie do tego lepszej okazji. To właśnie teraz jest małe, lekkie, nie wierci się i bardzo tego potrzebuje. Później o wiele bardziej będzie ceniło swoją niezależność.
Po dziesiąte: nie odrzucaj pomocy bliskich osób. Możesz być zmęczona, wyczerpana, znużona tak aktywną codziennością. Włączaj najbliższą osobę w codzienne czynności. Mąż w karmieniu ci nie pomoże, ale już pranie może nauczyć się wstawiać. To świetny moment, aby mężczyznę nauczyć domowej krzątaniny, a swoją mamę, że już jesteś dorosła.
***
Tekst: Natasza Dajewska, położna, Szkoła Rodzenia „Położna z Sercem” w Poznaniu

Share Button